Oktawian Zając

Oktawian Zając - Gaz Łupkowy

Chociaż ceny węgla spadają, to koszty w polskich kopalniach stale rosną – w ostatnich latach średnio o 9 proc. rocznie
Mało jest branż, które tak boleśnie odczuły skutki łupkowej rewolucji w USA jak sektor wydobycia węgla kamiennego. Także w Polsce odczuwamy jej konsekwencje.
Na początku XXI wieku połowa energii elektrycznej produkowanej w Stanach Zjednoczonych pochodziła z węgla. W 2012 r. ten udział spadł do 37 proc. – podaje US Energy Information Administration, jedna z czołowych agend rządowych analizujących rynek energetyczny. To efekt rewolucji łupkowej, która w ciągu kilku lat zmieniła zasady gry w sektorze energetycznym w Stanach Zjednoczonych.
Dziś coraz więcej potrzeb energetycznych USA zaspokajają elektrownie gazowe, a węgiel jest coraz wyraźniej wypychany z amerykańskiego rynku. Na globalne reperkusje nie trzeba było długo czekać – nie znajdując nabywców w Stanach Zjednoczonych, producenci czarnego surowca z Kolumbii czy Indonezji zaczęli gwałtownie poszukiwać nowych rynków zbytu, przede wszystkim w Europie. Podobnie stało się z amerykańskim węglem, który nie mogąc znaleźć rynku zbytu w kraju, coraz szerszym strumieniem napływał do Europy. W ostatnim czasie tempo wzrostu gospodarki Chin, największego importera węgla, również spadło. Zwiększona podaż węgla w Europie pociągnęła za sobą presję na ceny, które w ciągu niecałych trzech lat spadły o ponad 35 proc.

Mało który kraj odczuł te zmiany tak dotkliwie jak Polska. Dlaczego? Węgiel cały czas jest w naszym kraju najważniejszym paliwem, z którego produkowane jest prawie 90 proc. energii. Sektor jest też jedną z najważniejszych gałęzi gospodarki i zatrudnia przeszło 100 tys. osób. Problem w tym, że w obecnych warunkach nie jest w stanie konkurować na globalnym rynku.
Chociaż ceny węgla spadają, to koszty w polskich kopalniach stale rosną – w ostatnich latach średnio o 9 proc. rocznie. Taka sytuacja nie jest do utrzymania w dłuższej perspektywie. Nie wszystkie problemy największe krajowe spółki węglowe są w stanie rozwiązać na własną rękę. Polskie górnictwo to dzisiaj przede wszystkim trzy potężne firmy: Kompania Węglowa, Jastrzębska Spółka Węglowa i Katowicki Holding Węglowy, a także grono mniejszych graczy takich jak np. LW Bogdanka czy PG Silesia, którzy z uwagi na typ akcjonariusza, specyfikę swoich aktywów i modelu działania znajdują się w nieco innej sytuacji. Każda z dużych spółek węglowych posiada w swoich aktywach zarówno bardziej, jak i mniej atrakcyjne złoża i kopalnie o bardzo zróżnicowanych kosztach wydobycia. Część aktywów jest nierentowna, a koszt ich utrzymania tak wysoki, że władze poszczególnych firm nie są w stanie podjąć skutecznych działań zmierzających do całościowej poprawy efektywności w swoich grupach. Nawet jeśli koncentrują wysiłki na najbardziej perspektywicznych kopalniach, cały czas ciąży im balast w postaci tych aktywów, które rentowne nie są. Co w takim razie robić? Polskie spółki wydobywcze muszą się zrestrukturyzować i skoncentrować uwagę na tych aktywach, które są rentowne. Powinno to doprowadzić do powstania spółek zdolnych do tego, by na w pełni rynkowych zasadach konkurować z węglem importowanym. Alternatywnym rozwiązaniem może być skupienie najbardziej atrakcyjnych, efektywnych złóż i kopalń w jednej firmie i zbudowanie silnego „narodowego czempiona" zdolnego stawić czoła zagranicznym konkurentom, który w przyszłości mógłby zadebiutować na giełdzie, a nawet myśleć o zagranicznych akwizycjach. To gorzka pigułka, ale na obecnym etapie może być to jedyne rozwiązanie pozwalające na uratowanie sektora. W górnictwie nie brakuje odważnych menedżerów, którzy są gotowi z tym wyzwaniem się zmierzyć. Dla dobra całej branży.
Oktawian Zając